2018-01-31 @ 12:00

Tartaq widział All the Money in the World

waldo

Rzecz najważniejsza - nie widać żeby Kevin Spacey był “wycięty” z filmu. Pewno został w kilku ujęciach; z tyłu, z daleka, w kłopotliwych kadrach w plenerach, zapewne z nałożoną cyfrowo twarzą Plummera.

No i tyle w kwestii najciekawszego elementu filmu. Wiesz, że jest źle kiedy przed 2h trwania seansu jedyną rozrywką jakiej doświadczasz to zabawa w znalezienie w kadrze kogoś kogo nie ma. Taki znajdź Wallego tylko, że nie Wallego tylko Kevina i nie da się go znaleźć bo go nie ma. Wiesz, że przegrałeś ale grasz bo nie ma nic lepszego do roboty w czasie seansu. No chyba, że jeszcze nie skończył ci się popcorn i naczosy.

Tak film jest nudny, wlecze się i brak mu tempa. Przez większą część filmu relacje porwanego z porywaczami są chaotyczne ale z tego chaosu nie wynika zagrożenie. Bez zagrożenia nie ma napięcia. Bez napięcia sa nudy.

Film konsekwentnie buduje wizerunek chuja i sknerusa Gettyego i nie potrafi tego wykorzystać. Próbuje, ale potyka się, pada na pysk i wybija sobie zęby. Bo jest tak; przez 1,5h Getty konsekwentnie i wielokrotnie odmawia zapłacenia okupu. Nowa scena; Getty wchodzi do podejrzanego budynku i podejrzanemu typowi mówi, że “ma kasę, chce go zobaczyć!”. Na widowni szepty “jednak zapłaci!”. A mi w głowie wyje alarm “podpucha!”. No i oczywiście mam rację. Getty przyszedł kupić sobie obraz na czarnym rynku. Oczywiście za kwotę za która mógłby odkupić sobie 3 wnuków od porywaczy. Setup budowany przez 1,5h roztrwoniony w tak prymitywny sposób.

Oglądanie Michelle Williams sprawia mi ból. Mark Wahlberg jest drewniany.

Nie polecam bardzo.

1 drewniany bożek na 5 możliwych.