2018-01-13 @ 13:15

Tartaq widział Molly's Game

mollys-game-1

Molly’s Game / Gra o wszystko (2017)

Zdziwiłem się gdy usłyszałem, że Molly’s Game to reżyserski debiut Sorkina. Byłem przekonany, że na przestrzeni 25 lat kariery scenarzysty przytrafił mu się jakiś “skok w bok”.

Nie mam w zwyczaju odwiedzać kina na okazję filmów takich jak Molly’s Game, ale nazwisko Arona Sorkina sprawiło, że zachowałem się jak pies Pawłowa. The West Wing, The Social Network, The Newsroom, A Few Good Men to wszystko filmy i seriale które są synonimami błyskotliwych, inteligentnych i trzymających w napięciu scenariuszy.

Molly’s Game nie jest reklamowanym Wilkiem z Wall Street. Jest zdecydowanie bardziej kameralne, bez ekscesów i kosztownych zdjęć pełnych statystów i zwierząt w plenerze (nawet jeżeli kompozytowych, powstałych we wnętrzu komputera). Historia Molly nie jest tak zawrotna i wielowątkowa jak Jordana Belforta co nie znaczy, że mniej interesująca. Film, który skacze na przemian między salą do gry, a salą konferencyjną kancelarii prawnej, napędzają dialogi i narracja tytułowej bohaterki. W obu przypadkach dopieszczone do granic możliwości, prowadzone na dwóch lub trzech płaszczyznach, wielowątkowe i z żartami na które aktorzy pracują cały film (ten z The Crucible). Konwersacje mają rytm prawie tak doskonale wyuczony jak w teatrze. To 2h i 20min ciągłego obcowania z bohaterami elokwentnymi do granic ludzkich możliwości. Jak u Quentin Tarantino tyle, że bez przekleństw i popkultury.

Jessica Chastain elegancka, opanowana i metodyczna. W sam raz do roli. Idris Elba jak zwykle doskonały. Reszta stanowi dla nich tło.

4 zamarznięte gałązki na 5 możliwych.

Tartaq