2018-06-02 @ 00:00

12 gier na nowy rok - Divinity: Original Sin 2

divinity2

Lato już prawie w pełni, a co za tym idzie będzie straszna posucha w grach. To idealny moment, aby ograć choćby jeden z długo odkładanych molochów. W czerwcu padło na Divinity: Original Sin 2.

Troszkę oszukuję, bo w ostatnią gre Larian Studios gram już ze 2 tygodnie, ale końca nie widać. Dlatego jeszcze trochę uwagi mu poświęcę, a im dalej w las tym bardziej nie potrafię znaleźć czegoś co by mnie w tej grze denerwowało. Jednynka bardzo mi się podobała, miała jednak koszmarną upierdliwość, przez którą nie byłem w stanie jej ukończyć. Gdziekolwiek bym się nie ruszył dostawałem okrutny łomot. Kręciłem się po mieście w poszukiwaniu questów, próbowałem ruszyć cokolwiek. Niestety brak jakichś wskazówek i bardzo źle zaprojektowany dziennik questów sprawiał, że po paru godzinach miałem dosyć błądzenia i zastanawiania się co ja tak naprawdę powinienem zrobić. Odkładałem więc grę, a po kilkudniowej przerwie nie byłem już w stanie wrócić. Za każdym razem gdy odpalałem grę nie miałem pojęcia kto jest kto i gdzie tak naprawdę powinienem się udać żeby ruszyć fabułę do przodu. Pętlę zatoczyłem kilka razy aż finalnie poległem i świadomie zrezygnowałem z dalszej zabawy.

Z dwójką jest nieco inaczej. Oczywiście nadal poziom trudności i levele przeciwników, które podsuwa gra, są bardzo wyśrubowane. Tylko tym razem wiadomo co trzeba robić i zawsze znajdziemy miejsce żeby lekko “podexpić”. Historia jest ciekawsza, lepiej poprowadzona, a dialogi na tyle krótkie, że mam autentyczną frajdę z ich czytania. Jak zestawiam je z grafomańskimi wstawkami z Pillars of Eternity czy Torment: Tides of Numenera to czuję się jak na wakacjach. A do tego wszystkie sa mówione, z kapitalnymi akcentami!

Bardzo podoba mi się walka. Wymagająca, turowa, z masą umiejętności i czarów. Naprawdę ciężko się przy niej nudzić, tym bardziej, że teren dookoła ma ogromne znaczenie. Różnice wysokości, woda, ogień, wybuchające beczki z trucizną. Wszystko to w sumie było w jedynce, ale tutaj jest bardziej dopracowane i satysfakcjonujące. Pewnie przez to, że czuję progres, a nie tylko dostaję w pałę od byle trolla.

Po trzydziestu godzinach dochodzę do końca pierwszego aktu, drugi ponoć jest jeszcze dłuższy. A potem jakieś kolejne, nieco krótsze. Zapowiadają się dłuuugie wakacje :)

Mike

PS - z okładką trochę musiałem oszukać, cyfrówka tym razem ¯_(ツ)_/¯